WpG. XV

Po długiej przerwie dalej jedziemy z tym koksem!:)

Seiya czuł się coraz lepiej. A najlepiej czuł się, kiedy blondwłosa piękność pełna energii, niczym tornado wpadała do jego domu i tak, ot zwyczajnie, opowiadała, co zdarzyło się w szkole, jaki miała dzień, jak idą patrole terenu. Ten układ bardzo mu pasował. Aż żal było się przyznawać, że po weekendzie wraca do szkoły, a co za tym idzie, również treningów. Usagi, jak codziennie miała w zwyczaju, po szkole udała się odwiedzić przyjaciela. Tak przyzwyczaiła się do tych wizyt, że nie zaprzątała już sobie głowy dzwonieniem, czy pukaniem. Czuła się tam jak u siebie. W pośpiechu zdjęła buty i wbiegła po schodach na górę, by opowiedzieć Seiyi, co dziś się działo. Zdziwiła się, gdy nie zastała przyjaciela w pokoju. Zeszła powoli na parter i wsłuchała się w mieszkanie. Z pomieszczenia po lewej stronie usłyszała szmer. Podeszła cichutko i lekko uchyliła drzwi. Seiya właśnie podnosił ciężary. Krople potu spływały po umięśnionym ciele od torsu po początek spodenek. Usagi przypomniała sobie swój sen. Natychmiast zganiła się w myślach. Nie zważając na rumieniec i uczucie podniecenia z impetem wtargnęła do siłowni.
– Seiya! Dlaczego się tak nadwerężasz!?- zganiła chłopaka.- Przecież wiesz, że Ci nie wolno! Jak Twoje serce? Przecież było uszkodzone!- Seiyę rozczuliła troska o jego zdrowie. Odłożył sztangę i spojrzał na dziewczynę.
– Odango, Taiki mawia, że serce nie wyzdrowieje tylko w jednym przypadku. I to nie z medycznego punktu widzenia.
– Kiedy?
– Kiedy jest złamane.- Usagi popatrzyła w oczy przyjaciela. Czy mówił o niej i Mamoru? Ale czy jej serce jest naprawdę złamane? Na pewno draśnięte zdradą osoby, której ufała tyle lat, ale na pewno nie złamane.
– Jeśli mówisz o mnie i Mamoru, to musisz wiedzieć…
– Mówię o sobie, Odango. Wiem, co się zdarzyło. Nie ukrywam, że nie jest mi przykro z tego powodu. Tobie także nie jest.
– Trudno mi jeszcze o tym mówić, ale masz całkowitą rację. Na początku bałam się. Bałam się reakcji dziewczyn i tego, że świat się zawali. Ale one mnie wspierają. Są przy mnie, a świat jak do tej pory nie runął. Czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Odzyskałam władzę nad własnym życiem. Czasem tylko przyśni mi się Chibiusa i wtedy mam wyrzuty sumienia… Jednak wierzę, że raz stworzona gwiazda musi się urodzić, niezależnie od wszystkiego.- Seiya stał jak oczarowany.- Przepraszam, że Cię zanudzam. Sama nie pomyślałabym, że coś tak ważnego i skrywanego powiem tobie akurat w siłowni.
– Każde miejsce jest dobre, aby powiedzieć o tym, co nas męczy.
– Po raz kolejny masz rację. Nie ważne jest miejsce. Ważne z kim się rozmawia. Wiem, że ludzie mają mnie za naiwną blondynkę. Nie dziwię im się. Często daję im powody, aby tak myśleli. Jednak tego, co siedzi w mojej głowie nie zrozumie nikt. Kiedy ratuję świat, nikt tego nie widzi…
– Odango, ja widzę.- Stanął przed nią i położył ręce na ramieniu.
– Dziękuję, za to, że jesteś. Czy natchnęła cię kiedykolwiek myśl, aby zrobić coś samolubnego, tylko dla siebie?
– Tak, teraz.- Seiya nie zastanawiając się złożył pocałunek na malinowych ustach Usagi. Przeszyła go fala wspomnień. Chłopak nie spodziewał się, że jego Odango odda mu pocałunek z taką żarliwością! Z pewną satysfakcją pomyślał, że w końcu nikt mu nie przeszkodził. Usagi odepchnęła go.
– Zupełnie mnie nie rozumiesz!- wybiegła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. „O ja naiwna! Usagi, niczego się jeszcze nie nauczyłaś? Pożądanie nie powinno być Twoim mózgiem! Ty kretynko! Otwierasz przed nim siebie, wyznajesz, co ci leży na sercu, a on nie słucha! Z resztą sama go sprowokowałam! I co ja teraz zrobię?” Na wspomnienie ciepłych, pełnych ust wzdrygnęła się. Sama czynność, jaką był pocałunek podobała jej się. Wolałaby żeby Seiya coś powiedział zamiast ją całować! Czy mężczyznom zależy tylko na jednym? Myślała, że jak nikt ją rozumiał i rozwiewał wszelkie wątpliwości. Zatrzymała się. Nie mogła go tak pochopnie oceniać! Był przy niej w tylu ciężkich chwilach i nigdy nie zawiódł. Co ją podkusiło, aby tak zareagować? Strach? Strach, przed czym? Przed ułożeniem sobie życia? Przed uczuciem szczęścia? Była bardzo zagubiona we własnych uczuciach. Uznała, że najlepiej będzie jak poczeka na rozwój wydarzeń.
Seiya puknął się w czoło! Nie pomyślał o konsekwencjach. Wiedział, że Odango przechodzi trudne chwile. Jak mógł tak wszystko popsuć? „Tyle starań na marne. Za szybko, za szybko się to stało.” Nie mógł już dłużej czekać. Tyle nieprzespanych nocy, tyle myśli i krótkich snów nad ranem o niej. Zna ją ponad rok. Kiedy się w niej zakochał? Zastanowił się. To musiało być na lotnisku, kiedy pierwszy raz ją zobaczył. Na Mamoru nie zwrócił uwagi. Czekał tyle czasu, czekał znacznie dłużej. Ale poczeka jeszcze. Przeprosi ją, zapewni o swojej przyjaźni. I powie, wprost, że będzie czekał. Ma dość tajemnic. Nie chce też zostać tylko jej przyjacielem. Oczekuje czegoś znacznie więcej.

********

Minako suszyła swoje piękne i długie włosy, kiedy zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię, którego nie spodziewała się w najlepszych snach. „Przecież dziś nie mamy warty. O co może mu chodzić?” Dziewczyna zapanowała nad głosem i nacisnęła zielony przycisk.
– Słucham?
– Minako? Pamiętasz może, że mówiłaś mi o tym pokazie mody, na który bardzo chciałaś iść?
– Jasne, że pamiętam. „Nawet chciałam Cię zaprosić, ale nie wykazywałeś zainteresowania.”
– Widzisz, mówiłaś, że bilety są już dawno wyprzedane. Zgadnij, co Ci teraz powiem. Zdobyłem dwa i będziesz miała okazję iść ze mną.
– Skąd masz bilety?- z niedowierzaniem zapytała blondynka.
– Wpadły mi przypadkiem w ręce. Ani Seiya, ani Taiki nie chcą ze mną iść.
– Aha. Czyli przypadkiem dwa bilety wpadły Ci w ręce i całkiem przypadkiem żaden z Twoich braci nie chce z Tobą iść?
– Dokładnie.
– Zapraszasz mnie tylko z uprzejmości i mam sobie nic nie myśleć?
– No tak…- wyjąkał zmieszany.- Pomyślałem, że jeśli mają się zmarnować, to może poszłabyś ze mną?
– Nie poszłabym.
– Słucham?
– Tak się składa, że…- mówiła wściekła blondynka- nie słuchasz mnie uważnie. Mówiłam, że bilety zostały wyprzedane, ale nie wiem skąd wyciągnąłeś wniosek, że ja ich nie posiadam. I zapamiętaj sobie Cherubinie jeden, że Minako Aino żadnej jałmużny nie potrzebuje! Nawet od gwiazdy Yatena Kou. Nie pójdę z Tobą. Dziękuję, że o mnie pomyślałeś uprzednio pytając całą masę ludzi! Miłego wieczoru!- dziewczyna rzuciła telefon na łóżko. Nie miała dziś ochoty psuć sobie wieczoru przez jakiegoś palanta! Nie da traktować się jak panna do towarzystwa. Odwiesiła skromną sukienkę, w której zamierzała iść. Wyciągnęła z szafy małą czarną, mocno podkreślającą jej nogi. Dziś wieczór zaszaleje. Od niedawna chodzi na zajęcia dekoracji i rysunku. Chciała iść na pokaz, alby nauczyć się czegoś od najlepszych. Wbrew opiniom potrafiła się czegoś nauczyć. Oprócz siatkówki i śpiewu lekcje projektowania były tym, co Minako uszczęśliwiało. Nie pozwoli sobie tego zepsuć. Przecież można iść podglądać najlepszych i zabawić się trochę w towarzystwie kilka lat starszych od niej mężczyzn.
Yaten podrapał się po brodzie. Może jego logika źle podpowiada? Przecież chciał dobrze. Już lepiej, by poszedł z Miną niż bilety miałyby się zmarnować.
– Kobiety same nie wiedzą czego chcą.- wetchnął.
– Wiedzą, wiedzą.- uśmiechnął się Seiya.- Jednak zupełnie niepotrzebnie mówiłeś, że wcześniej proponowałeś wyjście mi i Taikiemu.
– Chciałem być szczery.
– Szczery? Kobiety czasem warto okłamać. Dla ich dobra. W drobnych sprawach oczywiście.- puścił bratu oczko, wziął leżącą na stole puszkę coli i rozłożył się przed telewizorem.
Yaten zdecydował, że tak czy siak pójdzie na ten pokaz. Może szczęście mu dopisze.

********

Mako-chan siedziała na łóżku. W rękach trzymała książkę od Satoru. W sumie cieszyła się z zawartej znajomości. Plusem niewątpliwie były powieści, które przystojny strażnik mógł jej przemycać ze świata żywych. Poznała również jego brata. Mimo, że na pozór wydawali się identyczny, byli różni. Nie wywarł on takiego wrażenia na czarodziejce jak Satoru. Nie mogła się doczekać, kiedy znów go zobaczy. Odliczała już dni do jego powrotu. Ostatnio powiedział jej nawet, że gdy ona tu jest, to chętniej przychodzi do pracy i łatwiej ją znosi. Nie czuje się tutaj taki samotny. To bardzo pokrzepiło Mako. Ona, dzięki niemu również czuła się mniej samotna. Serce drżało jej na myśl, że pewnego dnia stąd zniknie i nie zdąży się nawet z nim pożegnać. Myśli dziewczyny krążyły przy chłopaku i przyjaciółkach. Makoto w żaden sposób nie mogła dowiedzieć się, czy u nich wszystko w porządku. Wierzyła w nie i ufała, że trzymają się razem. Irytowała ją ta bezsilność. Czas, długi czas, spędzony tutaj uczył pokory i dystansu. Uświadomiła sobie jak piękne jest życie. Ile zobaczyła tutaj przechodząc się po salach. Nauczyła się doceniać każdą chwile, każde słowo przeczytane w książce, czy każdy kwiatek, który pozwolono jej tutaj zasadzić. Miała tylko nadzieję, że w tym miejscu nie zdąży się zestarzeć razem ze swoimi kwiatami….

********

Minako z pewnością nie tak wyobrażała sobie ten wieczór. Woń wódki i papierosów wymieszana ze spoconymi ciałami mężczyzn nie zachęcała. Zamiast zachwytów widziała tylko brudne i pożądliwe spojrzenia rzucane w jej stronę. Czuła się dyskomfortowo.
Sam pokaz zainspirował ją do zaprojektowania kilku ubrań. Zorientowała się, co w nadchodzącej zimie będzie modne, jakie kolory, materiały i fasony. Miała możliwość porozmawiać z projektantami z całej Japonii. Najlepiej rozmawiało się jej z regionalnym projektantem. W oddali zobaczyła Ryutaro. Przeprosiła mężczyznę i udała się, by porozmawiać ze szkolnym kolegą. Nie wiedziała, że ktoś ją obserwuje.
– Ryutaro!- pomachała mu reką.- Witaj, nie wiedziałam, że interesują cię takie rzeczy. Chłopak szybko złapał ją pod rękę chcąc wyssać jak najwięcej energii.
– Nie żartuj! Jestem tutaj tylko ze względu na Bisu. Przecież wiesz jakie są kobiety.- zaśmiał się.- Przyszłaś z kimś?
– Nie, nie. Jestem sama.- „Świetnie. Łatwiejsza zwierzyna.”
Yaten siedząc na barowym krzesełku wlał w siebie następnego drinka. Cały wieczór nie spuszczał z oczu kuszącej blondynki. Kiedy zobaczył chłopka ze szkoły, od razu zapaliła mu się czerwona lampka. Zobaczył, że im dłużej Mina rozmawia z chłopakiem, tym bardziej jest zmęczona. Chciał wkroczyć do akcji, ale wyprzedził go ten pseudo projektant. Wziął Minako pod rękę i opuścił salę. Nie spodobało się to srebrnowłosemu, więc poszedł za parą.
– Minako, masz ochotę na coś?- spytał z błyskiem w oku projektant.
– Strasznie wymęczył mnie ten pokaz. Byłabym bardzo wdzięczna gdybyś mógł mnie odwieźć do domu.
– Do domu? Nie o tym mówiłem, dziewczyno! Zawsze dostaje to czego chcę, a dziś chcę ciebie, kolejnej pustej panienki, która leci na moją sławę.
– Co?- Minako zamurowało.- Przecież rozmawialiśmy pół wieczoru!
– Przyznaję, że byłaś dość wymagająca dziś wieczorem laseczko. Ale oboje dobrze wiemy, czego tak na prawdę chcesz.
– Zboczeniec! Tknij mnie, a zacznę krzyczeć.
– I co powiesz? Twoje słowo przeciw mojemu.- rzucił Minako na maskę samochodu boleśnie ściskając nadgarstki. Wpił się w jej usta, ale dalekie to było od romantyzmu. Dziewczyna szarpała się. Projektant uderzył ją w twarz. Zamroczyło ją. Czekała na najgorsze. Nagle nacisk ustąpił i słyszała tylko chrzęst łamanych kości. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście! To ten, którego dziś tak okropnie zbeształa przyszedł jej z pomocą. Yaten zbił amanta do nieprzytomności. Podbiegł do dziewczyny i mocno ją przytulił.
– Przepraszam!
– Yaten, za co mnie przepraszasz?- powiedziała łkając.- To ja powinnam Cię przeprosić.
– Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej i nie zapobiegłem temu! Jak Twoja twarz?- spojrzał na nią w świetle księżyca.- Na pewno będzie siniak. Na nadgarstkach też.
– Nie mówmy o tym nikomu, dobrze?
– Dobrze.- zgodził się chłopak. Minako przytuliła się do niego.
– Świat biznesu jest okrutny.
– Z pewnością.

Minako milczała całą drogę do domu. Yaten odprowadził ją do drzwi. Chciał mieć pewność, że będzie bezpieczna.
– Yaten, dziękuję.
– Nie ma o czym mówić.
– To moja wina. To ja ubrałam się tak wyzywająco i kokietowałam go pół wieczoru.
– Nie ważne jak piękna byłaby dziewczyna i jak bardzo pociągała mężczyznę. Bez jej zgody nie powinien jej ruszać. Śpij dobrze Minako, dobranoc.- pocałował ją w czoło i odszedł w stronę samochodu nie oglądając się za siebie.
Minako nie mogła zasnąć. Nie chciała sobie nawet wyobrażać, co by było gdyby nie zjawił się Yaten. Jak mogła być taka naiwna. Od dziś nigdzie nie chodzi sama.
Yaten zaparkował swoje zielone auto w garażu. Wiedział, że nie powinien kierować pod wpływem alkoholu. Wielu rzeczy nie powinien, a mimo to je robił. Usiadł w salonie. Wyciągnął kolejną butelkę i upił łyka z gwinta. Następnym razem zabije drania. I każdego, kto będzie chciał tknąć Minako. Dziękował w duchu, że był we właściwym miejscu o właściwym czasie. Zdziwiła go jedna rzecz. Minako traciła energię podczas rozmowy z Ryutaro. Jednak upojenie alkoholowe zaćmiewało mu zdolność logicznego myślenia.

10 thoughts on “WpG. XV

  1. O rany, ale się porobiło. Seiya pocałował Usagi, a ona nawiała. Mam ochotę ją kapnąć za to, ale trudno. Rozumiem, że jest zagubiona. Liczę, że miedzy nimi wszystko będzie dobrze. Zawsze trzymam za nich kciuki :D
    No i wreszcie Mina i Yaten. Srebrnowłosy mało zna się na kobietach, ale całe szczęście, że był we właściwym miejscu o właściwej porze. W ogóle kocham ten paring i gdybym mogła, to ostatnio tylko o nich bym czytała i opisała:D
    No nic, to ja czekam na więcej „koksu”, hihi:D Kończę, bo mi odwala.
    Pozdrawiam ;)

    • No cóż, Usagi to Usagi. Z jednej strony ją rozumiem. W końcu może żyć jak chce. Ona po prostu boi się zaufać, mimo, że to jest nasz wspaniały Seiya;)
      Ayane, Twoje komentarze zawsze poprawiają mi humor! Wiem, że rozdział jest krótki, ale taki miał być. I czytając go dziś tutaj zauważyłam jeszcze kilka powtórzeń i muszę zrobić drobną kosmetykę;)
      Z rozdziałami u Ciebie jestem na bieżąco:)

  2. Jeju jeju jak ja się cieszę, że wróciłaś do tego opowiadania :D
    Rozdział interesujący :D Seiya pocałował Usę ale jest nadzieja skoro ona odwzajemniła pocałunek a to że uciekła to hmm mały szczegół napewno wróci :P
    Tym bardziej podobał mi się rozdział bo pojawiła się też moja druga ulubiona para M/Y ;) hehe zezłoszczona Mina była bardzo zabawna… a podsumowanie Seiyi, że kobietą nie opłaca się mówić prawdy mnie powaliło ;)
    Pozdrawiam :)

  3. Powiem tylko tyle: bardzo się cieszę, że wróciłaś do tego opowiadania. Naprawdę je lubię :)

    Życzę mnóstwo weny i czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam :)

Usaguj:)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s